|
19 października 2006.
Wspomnienie o Szymonie Molendzie Takiego oblężenia Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu nie przeżywała od dawna. 19 października w Bibliotece Głównej zebrali się bliscy, przyjaciele, koledzy i ludzie ciekawi twórczości Szymona Molendy, zawsze wiernego Wielkopolsce – urodzonego w Drawsku (pow. czarnkowski), ucznia szkół w Kobylinie i Krotoszynie, studenta UAM w Poznaniu, przez wiele lat związanego z Lesznem a na koniec życia osiadłego w Kaliszu – poety, krytyka, publicysty, nauczyciela.
Wieczór rozpoczął Olech Podlewski – etnograf, wieloletni przyjaciel domu. Usłyszeliśmy opowieść o ojcu Szymona Molendy, Bolesławie – patriocie, uczestniku strajków szkolnych w 1905 roku, powstańcy wielkopolskim, wzorze organicznikowskiej pracy, po którym syn odziedziczył pasje i zainteresowania, ambicję i pęd do wiedzy. O trudnych politycznie latach szkolnych opowiadał prezes kaliskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego Tadeusz Krokos – kolega z ławy szkolnej. Wspólne spotkania w grupie poetyckiej Przygoda, czwartkowe wieczory w kawiarni „Wrzos” a także obrazy z poznańskiego czerwca 1956 przypomniał Jacek Głażewski – poeta, prozaik i publicysta, lekarz. Z życzliwością wspominała lata publicystycznej współpracy Bożena Szal-Truszkowska, która znajomość ruchu ludowego i tradycji odnajdywanej we współczesnym świecie zawdzięcza swemu mistrzowi i koledze. Trudnej sztuki analizy i oceny twórczości podjął się dr Piotr Łuszczykiewicz – kierownik kaliskiego oddziału Filologii Polskiej UAM.
Konrad Hel – bo takim pseudonimem sygnował Szymon Molenda swoją twórczość literacką – pochodził z pokolenia tzw. zarażonych wojną, które debiutowało w prasie na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Sytuacja tego pokolenia była trudna, żyli w szoku kulturowym, w czasie katastrof historycznych – klęski Polski wrześniowej, klęski powstania w getcie i powstania warszawskiego, upadku II Rzeczypospolitej – żyli w cieniu tego, że po jednej okupacji przyszła druga: sowiecka. Debiutował w 1952 roku obok Zbigniewa Herberta, Jacka Łukasiewicza i Anki Kowalskiej. Publikował w antologiach …każdej chwili wybierać muszę, Boże Narodzenie, Strofy wierne Prośnie oraz w autorskim tomie Jednostrunna, w prasie Słowie Powszechnym, Kierunkach, Wrocławskim Tygodniku Katolickim. Konrad Hel był – szczególnie w pierwszych swoich utworach - poetą wyobraźni muzycznej (Kołysanka, Odejście, Piosenka o pierścionkach), jego wiersze nie są łatwe, pełne symboli i metafor. Pełne adoracji dla poezji Norwida, stanowią echo twórczości Jastruna z lat 30-tych XX wieku. Odnajdujemy w nich nuty mickiewiczowskie, asnykowskie a także klasycznego Staffa. Protestując przeciwko szarzyźnie, tandecie, siermiężności PRL-skiej posługiwał się językiem XIX wieku, co nie ułatwia lektury, ale przynosi wiele czytelniczej satysfakcji (Żale, zwierzenia, kwerele).
Molenda przestał pisać na początku lat sześćdziesiątych – dlaczego? Po pierwsze zajął się pracą naukową a świadomość naukowa literatury zawsze przeszkadza twórczemu jej uprawianiu. Po drugie w latach 50-tych szalała cenzura w obszarze literackim i pisanie było stałym kompromisem, szamotaniną z cenzorami, było to tym dotkliwsze dla poety katolickiego, któremu cenzura zatrzymała wiersz Wiara, ale po trzecie i tu dr Głażewski powołał się na Czesława Miłosza, poezja jest skrajnym przykładem ekshibicjonizmu, poeta obnaża swoje wnętrze, pozwala aby czytelnik kojarzył pisanie z biografią, odnosił fakty literackie do egzystencji i to jest czasem nie do zniesienia, taka ciągła spowiedź. Niektórzy mają większą potrzebę zachowania intymności i prawdopodobnie Szymon Molenda do nich należał. Wieczór wspomnień był też okazją do promocji książki Gdyby nie oni…, która zawiera wiersze, gawędy, teksty naukowe i popularno-historyczne Szymona Molendy a powstała według zamysłu jego żony Haliny. Drugim redaktorem książki jest Bożena Szal-Truszkowska, która napisała pełen ciepła wstęp, a sama publikacja mogła się ukazać dzięki pomocy finansowej Wydziału Kultury i Sztuki w Kaliszu oraz funduszowi grantowemu Ostrowa Wielkopolskiego. Karena Łuszczykiewicz
Zmarł w wieku XXI, ale całym sobą należał
Poeta gawędy W kaliskim środowisku historycznym i literackim jego nazwisko jest dobrze znane, ale młodsze pokolenia, często stroniące choćby od czytania lokalnych gazet, mogły nie spotkać się z dorobkiem wielkopolskiego gawędziarza - Szymona Molendy. Okazją do wspomnień o pisarzu i historyku był zorganizowany przez kaliską bibliotekę wieczór „Powracam echem własnych przemian...", a poznania jego gawęd i wierszy wydany pośmiertnie zbiór zatytułowany „Gdyby nie oni...”
Badacz Najbardziej interesowała go historia XIX-wieczna, zwłaszcza ta opowiadająca o walce o utrzymanie polskości i upowszechnianiu polskiej kultury. Z głową w przeszłości mocno jednak stąpał po teraźniejszym gruncie. - Czasami śmiałam się, że rozmawia z przodkami. On widział wszystko jako kontynuację. Dla Szymona każda karta historii była jak elementarz - mówi dr Halina Molenda, żona i niejednokrotnie partner w badaniach i współautorka tekstów. - Nie był zwykłym badaczem. Zrozumiałem to, gdy sam zostałem historykiem i na niektóre tematy zacząłem się z nim sprzeczać - mówi syn, Piotr Molenda. - On historię nie tylko rozumiał, ale także czuł sercem. Dzięki ojcu wiem, jak niewiele można odkryć mimo bardzo szczegółowej analizy dokumentów i źródeł, jeśli się pewnych rzeczy nie przeżyje lub nie przebywa dłużej w pewnych środowiskach. Był naukowcem o wszechstronnych zainteresowaniach, ale jego wędrówki w przeszłość dotyczyły przede wszystkim regionu Wielkopolski południowej. Był ponadto piewcą pozytywistycznych ideałów. Zależało mu na powszechnym czytelnictwie, na powszechnym uczestnictwie w imprezach, na powszechnym członkostwie w grupach artystycznych. Dziś nazwalibyśmy go orędownikiem kultury masowej, ale to nie byłoby trafne określenie. Szymon Molenda chciał po prostu, aby to, co piękne i czyste było wszystkim dostępne. Literat Jeśli spróbujemy na podstawie wydanego pośmiertnie zbioru gawęd i wierszy Szymona Molendy zbudować portret autora, to szybko dojdziemy do wniosku, że jest to malowidło dość wyraziste, a przede wszystkim oprawione w XIX-wieczną ramę. Nie jest to jednak w jego przypadku przygana, lecz wyraźna zaleta - rodzaj konstrukcji, która świadczy o jego wrażliwości na słowo i czystości intencji. - To nie są proste gawędy, lecz wypowiedzi regionalisty, dobrego polonisty i poety - mówi dr Magdalena Piotrowska, córka Szymona Molendy, wykładowca polonistyki na poznańskim uniwersytecie. Na podstawie tych tekstów jawi się nam jako człowiek dość skomplikowany, po prostu nie przystający do XXI wieku. Znawca polskiej poezji współczesnej, dr Piotr Łuszczykiewicz wyżej od gawęd ceni jego wiersze. - Poezja Szymona Molendy, czyli Konrada Hela, bo takiego pseudonimu używał, to jest żywe świadectwo rozwoju poezji na przełomie lat 40. i 50., a zwłaszcza wielkiego i bardzo krótkiego wybuchu wolnościowego w polskiej literaturze po roku 1956 - mówi Łuszczykiewicz. Nazwisko Hela pojawia się wśród wybitnych. Odnajdujemy jego utwory w antologii „W każdej chwili wybierać muszę” obok Herberta, Łukasiewicza czy Kowalskiej, a także w znanej, pięknej i istotnej dla naszej literatury antologii „Boże Narodzenie w poezji polskiej". Posiadał naprawdę silną pozycję w literackim środowisku Poznania obok takich twórców jak Konrad Sutarski, Maciej Maria Kozłowski, Eugeniusz Wachowiak czy Zdzisław Paweł Łączkowski. - To był czas wielkiego, choć krótkiego, karnawału w polskiej poezji, podczas którego pojawił się cień wiary w to, że może być w kraju inaczej - dodaje dr Piotr Łuszczykiewicz. - Na zmiany trzeba było jednak długo czekać. Niestety nie wszyscy doczekali. Kolega - Szymon był bardzo dziwnym człowiekiem, ale ja lubię dziwaków - wspomina kolegę etnograf Olech Podlewski. - Nie wszyscy tę jego inność akceptowali stąd też - tak sądzę - te dość częste w jego życiorysie zmiany miejsc pracy. Podlewski z rozrzewnieniem wspomina przyjacielskie spotkania, bo też lubił gawędy Molendy. Zresztą do większości spraw podchodzili w podobny sposób. Zdaniem etnografa kulturę pojmował nie tylko jako spuściznę intelektualną, ale także jako to, co rodzi się w ziemi, wyrasta w lesie czy pływa w jeziorze, Z obserwacji otoczenia także czerpał radość i umiał to wyrazić w swoich wierszach. - Był jednym z moich mistrzów, gdy zaczynałam pracę w Kaliszu. Właściwie wprowadził mnie w miejscowe tradycje i kulturowe konteksty - powiedziała Bożena Szal-Truszkowska, dziennikarka, która wraz z żoną Szymona Molendy zredagowała zbiór „Gdyby nie oni" i poleca wszystkim do lektury. - Starsi czytelnicy przyjmują tę książkę pozytywnie, a do młodych trudniej będzie z nią dotrzeć - mówi z uśmiechem Truszkowska. - Ale, proszę pamiętać, każdy z nas kiedyś się zestarzeje, będzie czytał Molendę i musi się nim zachwycić. (jotka), superfaktykaliskie.pl, wtorek 24 października 2006
Książka „Gdyby nie oni..." wyszła z inicjatywy przyjaciół, ale jej wydanie możliwe było dzięki przychylności Marzeny Ścisłej, naczelnik Wydziału Kultury i Sztuki, Sportu i Turystyki UM w Kaliszu.
|