|
"Kalisz i kaliszanie w epoce napoleońskiej"
28 września
2006 r.
Spotkanie z doktorem Andrzejem Szymańskim
w ramach XIV Europejskich Dni Dziedzictwa
Kulturowego, w tym roku pod hasłem Napoleon w bibliotece
Sukcesy militarne Napoleona nie pozostawały bez wpływu na losy Polaków. Podczas naukowej gawędy słuchacze poznali okoliczności przybycia Bonapartego w 1806 roku do Wielkopolski. To właśnie tutaj wyekwipowano polskie wojsko towarzyszące Napoleonowi a wysiłek organizacyjny i ekonomiczny Wielkopolan zadecydował o rozbrojeniu wojsk pruskich, przejęciu władzy i stworzeniu nowych struktur. Kalisz stał się siedzibą departamentu, stworzono II Legię Kaliską, tu stacjonował 8. Pułk Księstwa Warszawskiego (koszary Godebskiego) a na cześć cesarzowej najważniejszą ulicę w mieście nazwano Aleją Józefiny. Niezwykłą niespodziankę przygotował przyjaciel biblioteki Stanisław Paraczyński. Prowadzący otrzymał ogromny bochen chleba wypieczony według receptury staropolskiej (świeżość zachowuje nawet po roku) ozdobiony dużą literą „N” otoczoną wieńcem laurowym, natomiast zebrani poczęstowani zostali wspaniałym plackiem ze śliwkami. Spotkaniu towarzyszyła wystawa Kaliskie w epoce Napoleona, którą można oglądać w Bibliotece Głównej na ul. Legionów 66, do końca października. Karena Łuszczykiewicz Tak byto 200 lat temu… Kaliszanie kochali Napoleona Zdaje się, ze w przyszłym roku szykują się nam w Kaliszu wielkie obchody napoleońskie. Jeśli tylko kaliszanie podejmą myśl, rzuconą przez dr Andrzeja Szymańskiego, historyka, związanego obecnie z kaliską filią Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Pan doktor niedawno (28 września) spotkał się w Bibliotece Głównej w Kaliszu z miłośnikami napoleońskiej legendy. Swój wykład rozpoczął od rodzinnych korzeni i biografii wielkiego wodza oraz jego niezwykłych uzdolnień i predyspozycji dowódczych, dzięki którym żołnierze szli z nim nawet na pewną śmierć. Najciekawiej zrobiło się jednak, gdy prelegent zaczął mówić o rym, co działo się dokładnie 200 lat temu. Miaskowski na czele tłumu To wówczas Napoleon podjął decyzję o wyprawie na dawne ziemie polskie, do czego potrzebne było mu poparcie Polaków. Jesienią 1806 r. wezwał do siebie Jana Henryka Dąbrowskiego i Józefa Wybickiego, aby im oznajmić swoje plany: - Obaczę jeżeli Polacy godni są być narodem (...) Od was będzie zależało istnieć i mieć ojczyznę... Wiadomość o tym do Kalisza przywiózł 9 listopada Kacper Miaskowski, dzierżawca dóbr opatowskich, a mieszkańcy miasta przyjęli ją entuzjastycznie. Kaliszanie - jak relacjonował Szymański - zbierali się i krzyczeli: „Wiwat Napoleon!", „Wiwat Polska!", „Wiwat Miaskowski!". Miaskowski na czele potężnego tłumu poszedł więc do szefa kamery pruskiej i zażądał pieniędzy z kasy, które otrzymał. Potem kaliszanie udali się do szefa rejencji i formalnie przejęli władzę. Następnie poszli pod koszary, gdzie stacjonowało 127 żołnierzy pruskich. To niby niewiele, ale pod Kaliszem stało 8 tysięcy wojska i czekało na rozkazy, które na| szczęście nie przyszły... Kaliszanie w ogóle zachowali się inaczej niż sugerowali Dąbrowski i Wybicki, odradzając zwalnianie pruskich urzędników w obawie, że wywoła to bałagan falę nienawiści. W Kaliszu zwolniono niemal wszystkich urzędników, ale jednocześnie wydano manifest, deklarujący nietykalność osobistą i majątkową wszystkim bez względu na narodowość. To było znakomite posunięcie! 2000 karabinów u bernardynów W Kaliskim - co doktor Szymański mocno podkreślał - wszystko zaczęło się dużo szybciej niż w całej Wielkopolsce. Tutaj już wcześniej musiały trwać jakieś przygotowania. Wiadomo, że w kościele ojców bernardynów zgromadzono 2000 karabinów. Przyjazd Miaskowskiego był tylko tą iskrą, która spowodowała wybuch. W mieście powołano natychmiast specjalną komisję, która zajmowała się m.in. tworzeniem polskiego wojska i gwardii narodowej. Na to potrzebne były pieniądze, a Kalisz nie był wcale bogatym miastem. Nic więc dziwnego, że kaliska legia nie była wzorcowo umundurowana ani uzbrojona. Podobno Napoleon, kiedy po raz pierwszy zobaczył takich żołnierzy, śmiał się z nich Potem jednak docenił ich na polu walki. Cesarz Francji opuszczając Poznań 26 listopada 1806 roku, zapewniał Polaków: - W Warszawie ogłoszę Waszą niepodległość... Stało się jednak trochę inaczej. Już 28 stycznia 1807 roku właśnie w Kaliszu, na głównym rynku ogłoszono, że powołana została Komisja Rządząca, co de facto oznaczało utworzenie nowego państwa. W mieście zapanowała zbiorowa euforia! Czy ów epizod był tylko przypadkowy, czy też miał on być wyrazem uznania dla kaliszan, którzy pierwsi wsparli tę napoleońską kampanię? Tego chyba nigdy się nie dowiemy. W każdym razie w okresie Księstwa Warszawskiego ranga Kalisza, który został stolicą departamentu, znacznie wzrosła. A kaliszanie jeszcze nie raz wiwatowali na cześć Napoleona! Być może w przyszłym roku będzie okazja, aby przypomnieć tamte radosne chwile... Dr Andrzej Szymański w Kaliszu: - Księstwo Warszawskie dla Napoleona było przede wszystkim spichlerzem zbożowym i punktem poboru rekruta. Dla Polaków było jednak namiastką niepodległości, spełnieniem marzeń o wolnej ojczyźnie. BS, Gazeta Poznańska, Ziemia Kaliska, 6 października 2006 r.
|