Logo Biblioteki Publicznej

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

„Jak to się robi - tajemnice kierownika produkcji” - spotkanie z Januszem Bolesławem Czechem

21 października 2011

Życie Kalisza, 2 listopada 2011

Biblioteka w Kaliszu - Biblioteka Główna - Janusz Bolesław Czech

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć obraz...

 

Produkcja filmowa od kulis

Rąbka tajemnicy pracy kierownika produkcji uchylił, podczas spotkania zorganizowanego w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. A. Asnyka, Janusz Bolesław Czech. Spotkanie z doświadczonym kierownikiem produkcji filmów zatytułowano „Jak to się robi...”.

Janusz Bolesław Czech ciekawie opowiadał o pracy przy znanych i mniej znanych produkcjach. Zdradzał przy okazji ich tajniki, a swoją opowieść wzbogacał anegdotami z planów. - Przy okazji tworzenia serialu zatytułowanego „Trzy Szalone Zera”, do którego zdjęcia kręcone były w Łebie, zgubiono kluczyk od skrzynki z pieniędzmi, co wywołało spore zamieszanie. Pancerną skrzynkę na szczęście udało się jakoś otworzyć... - opowiadał bohater spotkania.

Kroku dzielnie dotrzymywała mu córka Paulina, która przybliżyła zadania, jakie stoją przed kierownikiem produkcji. - Co kierownik produkcji tak naprawdę może robić w filmie? Koordynując prace podejmuje on m.in. strategiczne decyzje związane z realizacją budżetu. Film to duża machina, dlatego proces tworzenia filmów dzielony jest na trzy etapy. Pierwszym z nich jest okres rozwoju projektu. Wówczas reżyser wybiera scenariusz lub zleca napisanie scenariusza. Najważniejszą rzeczą jest oczywiście pozyskanie pieniędzy z rąk prywatnych, firmy czy korporacji lub z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Pierwszy okres przygotowania filmu kończy się wyborem realizatorów - mówiła córka Janusza Bolesława Czecha, Paulina, która przybliżyła kolejne etapy tworzenia filmu.

Krok po kroczku

A zatem: producent wybiera realizatorów, m.in. operatora czy kierownika produkcji. Następuje okres przygotowawczy, który jest bezpośrednim przejściem do okresu zdjęciowego. Wtedy zbiera się ekipa realizacyjna. Powstaje biuro produkcji, przygotowywane są kostiumy i projekty scenograficzne. - Scenariusz zwykle powstaje do ostatniego klapsa w filmie, nawet jeszcze w trakcie montażu. Najważniejsza rzecz to powstanie kalendarza, który zarówno dla kierownika produkcji, jak i wszystkich pracujących, jest podstawowym narzędziem pracy. Bez niego wszystko by się rozsypało - mówiła córka kierownika produkcji, dodając, że trzeci etap - zdjęciowy, trwa średnio (zależnie od długości filmu i trudności projektu) około 30 dni.

Po zakończeniu tego okresu ekipa realizacyjna ma wolne. Zaczyna się postprodukcja, czyli montaż oraz wszelkie prace zakończeniowe. Na koniec oczywiście dystrybucja i (zakrojona czasem na szeroką skalę) promocja filmu.

Aktor, reżyser i...

Jak podkreślał Janusz Bolesław Czech, ważne jest planowanie poszczególnych dni na planie. - Przyjmujemy, że jedna strona scenariusza to jedna minuta filmu. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, wówczas czyta się treść tej strony, włączając stoper. Wtedy możemy określić długość danej sceny - mówił kierownik produkcji.

Należy przy tym pamiętać, że każdy najmniejszy element całej filmowej układanki może zepsuć cały dzień.

Bohater spotkania starał się łamać stereotypy dotyczące aktorów, od których - jak podkreślał - w dużej mierze zależy końcowy efekt i sukces filmu. - Zawód aktora jest stresujący i bardzo trudny - mówił kierownik produkcji, dodając, że bardzo cenił sobie współpracę ze Stevenem Seagalem, z którym spotkał się przy okazji dwóch produkcji.

Pozytywnie wypowiadał się również o polskim aktorze, Jakubie Wesołowskim. O kłopotach w relacjach z aktorami nie chciał mówić.

Bohater spotkania opowiadał także o współpracy z cenionymi reżyserami światowego kina - Stonem, Spielbergiem, Oshii, Polańskim czy Schlöndorffem.

Nie zabrakło także opowieści o poszczególnych produkcjach, z największą dumą J. Czecha - serialem „1920. Wojna i miłość” na czele. (ab)


 

Dziennik Wielkopolski

Jak Czech robi film

22 października 2011

 

Janusz Bolesław Czech - jeden z najbardziej doświadczonych kierowników produkcji filmowej w kraju był gościem Biblioteki Miejskiej im. Adama Asnyka w Kaliszu. Podczas spotkania - przebiegającego pod hasłem „Jak to się robi?” - ujawnił tajniki powstawania filmu, opowiedział o swoich zawodowych doświadczeniach, a także zdradził kilka anegdot z planu zdjęciowego i nie tylko.

Janusz Czech mówił m.in. o współpracy z największymi reżyserami światowegom kina - Stonem, Spielbergiem, Polańskim, Oshii czy Schlöndorffem.
- Oliver Stone chciał do filmu „Dowód życia” gór Kaukazu. Na Kaukaz bał się jechać, dlatego poszukiwał podobnej scenerii w innym miejscu, m.in. w Polsce. O ten projekt rywalizowaliśmy ze Słowakami. Stone`a zdobyliśmy małym eventem. Przywitaliśmy go przebrani za kaukaskich bojowników. Amerykańską ekipę zatrzymaliśmy niby do kontroli. Stone zrozumiał żart, ale niektórzy z jego współpracowników byli naprawdę przestraszeni - wspominał Czech.

Nie zabrakło też refleksji o aktorach.
- My wszyscy na planie kochamy aktorów i dbamy o aktorów, ponieważ wiemy, że to w dużej mierze od nich zależy sukces projektu. Społeczeństwo ma trochę zafałszowaną wizję pracy aktora, stworzoną na podstawie historii tych, którzy odnieśli sukces. Tak naprawdę jest to bardzo trudny, stresujący zawód, wymagający eksperymentów z własną psychiką - przekonywał Czech. - Współpracowałem z wieloma aktorami. Bardzo dużo nauczyła mnie praca ze Stevenem Seagalem, z którym zrobiłem dwa filmy. Spośród polskich aktorów absolutnym profesjonalistą i fantastycznym człowiekiem jest Kuba Wesołowski. Zdarzają się też gwiazdy bardziej kłopotliwe, ale nazwiska pominę.

Spotkanie pozwoliło odkryć kilka sekretów dość tajemniczej profesji kierownika produkcji. Czech mówił o specyfice zawodu i zadaniach w poszczególnych etapach tworzenia filmu. Wyjaśniał, że do jego obowiązków należy nie tylko organizacja i koordynowanie pracy całej ekipy, ale także opieka nad budżetem, który bywa najczęstszą przyczyną napięć między reżyserem, a działem produkcji.

- Moją największą dumą jest serial „1920. Wojna i miłość”. Jego budżet był naprawdę maleńki, tymczasem na ekranie tego w ogóle nie widać. To właśnie jest sekret dobrej produkcji - wszystkie pieniądze, które mamy na film, powinno być widać na ekranie. Polacy są specjalistami w maksymalnym wykorzystaniu środków finansowych. Zagraniczni, na przykład amerykańscy twórcy są dużo bardziej rozrzutni - mówił Janusz Czech. - Polacy naprawdę nie powinni mieć kompleksów. Mamy znakomitych filmowców - zapewniał.

Wieczór z Czechem obfitował w anegdoty. Były m.in. historie o współpracy z wojskiem za czasów PRL-u, opowieści o reżyserach-cholerykach, którzy zwykle byli „do rany przyłóż”, wspomnienia czołgów zawracających na ulicach Wrocławia i pewnej wrocławianki, która oskarżyła ekipę o uśmiercenie swojego kanarka. Czech z uśmiechem wspominał nieprzewidziane sytuacje, podkreślając jednak, że w trakcie pracy nad filmem kosztowały go sporo stresu.

- Bardzo ważna w tej pracy jest umiejętność przewidywania. Dobry kierownik produkcji musi przewidzieć wszystkie możliwości. Nie może dać się zaskoczyć - mówił na zakończenie.

JM

 

Disaster, który czasem się zdarza

4 listopada 2011

 

Z branżą filmową związany jest od blisko 40 lat. W tym czasie zdążył zrealizować kilkadziesiąt filmów i seriali. Na swoim koncie ma współpracę z gwiazdami polskiego i światowego kina, m.in. z Oliverem Stonem, Stevenem Spielbergiem, Romanem Polańskim, Andrzejem Wajdą, Stevenem Seagalem i Willemem Dafoe. O pracy, pieniądzach, a przede wszystkim filmie rozmawiamy z kierownikiem produkcji filmowej i aktorem, Januszem Bolesławem Czechem*.

d-w.pl: Zacznijmy od początku. Jak to się stało, że został pan kierownikiem produkcji?

Janusz Czech: Dostałem się do szkoły filmowej na organizację produkcji (Studium Organizacji Produkcji Filmowej w PWSFTviT w Łodzi - przyp. red.). To, że zacząłem pracować jako kierownik produkcji było już automatyczne. W czasach, kiedy kończyłem szkołę każdy absolwent miał zapewnione miejsce w ekipie filmowej. Tak to po prostu działało. Po szkole zgłaszaliśmy się i dostawaliśmy przydział. Oczywiście zanim staliśmy się samodzielnymi kierownikami produkcji, musieliśmy przejść długą drogę zawodową.

d-w.pl: Jak wspomina pan pierwszy samodzielnie zrealizowany film?

J.C.: Oj, bardzo ciężko. To był polsko-francuski film pod tytułem „Tajemnica trzynastego wagonu” (z 1993 roku - przyp. red.), którego cała akcja działa się w pociągu. Film kręciliśmy w Polsce, a potem w Rosji.

d-w.pl: Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

J.C.: Przede wszystkim właściwa ocena wagi problemu. Ponadto dystans do tego, co się dzieje i dobre określenie czasu, który mam na podjęcie decyzji. Kiedy coś idzie źle, muszę reagować w sposób przemyślany. Muszę posiadać ten komfort, że mam chwilę na dokładne przeanalizowanie sytuacji, podjęcie decyzji i jej realizację.

d-w.pl: Pańską dumą jest serial „1920. Wojna i miłość”. Dobrze wspomina pan również polsko-japoński „Avalon”. Czy wśród filmów, które pan robił były jakieś nie do końca udane?

J.C.: Był taki jeden (śmiech). Robiłem go na praktykach podczas studiów. To był film pana Henryka Kluby „Opowieść w czerwieni”. Historia była o młodym żołnierzu, który jedzie na przepustkę do swojej rodzinnej wsi w Bieszczadach. Tam przyjeżdża banda i zaczyna się taka typowo westernowa jatka. Film realizowaliśmy w Dolinie Kobylańskiej w Jurajskich Parkach Krajobrazowych pod Krakowem. W połowie października spadł taki śnieg, że nie mogliśmy dojechać do dekoracji. Trzeba było zmienić scenariusz. Zamiast całej rozprawy z bandą, film kończy się tym, że grający główną rolę Jan Nowicki siedzi w okienku i patrzy czy banda przyjdzie - banda nie przychodzi i jest takie rozczerwienienie. Ostatecznie nie oglądałem tego filmu i nie wiem, czy bym się pokusił, żeby go obejrzeć (śmiech). Ale jest to dobry przykład takiego disasteru, który czasem się zdarza.

d-w.pl: Jako kierownik produkcji czuwa pan nad budżetem. Ile średnio kosztuje zrobienie filmu?

J.C.: W polskich realiach około 3 do 3,5 miliona złotych. Zagraniczne produkcje są dużo droższe. Na przykład amerykańskie „Opowieści z Narnii” miały tak ogromny budżet, że kilkaset tysięcy złotych wydane na zdjęcia w Polsce to były żadne pieniądze.

d-w.pl: Pracuje pan w branży filmowej od lat 70. Jak polski film zmienił się od tamtego czasu?

J.C.: Bardzo się zmienił! Przy filmie pracowałem już z trzema pokoleniami. Gdy zaczynałem, współpracowałem z pokoleniem moich ojców, potem z rówieśnikami, którzy zanim się zorientowałem wylądowali na emeryturze, teraz pracuję z pokoleniem moich dzieci i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony profesjonalizmem tych młodych ludzi. Mówię to absolutnie szczerze. Uważam, że mamy naprawdę świetnych młodych fachowców. Przekonałem się o tym podczas pracy nad serialami, które ostatnio robiłem („Przystań”, „1920. Wojna i miłość”, „Komisarz Aleks” - przyp. red.)

d-w.pl: Jak ocenia pan współczesne polskie filmy?

J.C.: Coraz lepiej. Filmy, które powstają w Polsce, zazwyczaj są przemyślane. Wymaga tego pewna bariera finansowa. Nie zdarzają się sytuacje, że są pieniądze i trzeba je wydać - nieważne na co. Te pieniądze trzeba ciężką krwawicą zdobyć.

d-w.pl: Współpracował pan z wieloma reżyserami i aktorami. Często były to gwiazdy światowego formatu. Z kim pracowało się najtrudniej?

J.C.: Bardzo wymagający i apodyktyczny był Czesław Petelski. Niełatwo współpracowało się również ze Stevenem Seagalem. Jest to aktor, który wymaga ogromnego przygotowania produkcyjnego.

d-w.pl: Do Kalisza przyjechał pan z córką. Czy osoba tak zapracowana, jak kierownik produkcji ma jeszcze czas na życie rodzinne?

J.C.: Jest to trudny temat. Pogodzenie tej pracy z życiem rodzinnym jest bardzo trudne.

d-w.pl. A jeśli już zdarzają się takie chwile i w domowym zaciszu, wspólnie z rodziną zasiada pan przed telewizorem, czy ogląda pan film jak przeciętny widz, czy też włącza się jakieś krytyczne oko eksperta, człowieka z branży?

J.C.: Jeżeli włączam krytyczne oko to znaczy po prostu, że film jest niedobry.

d-w.pl: A jaki jest pański ulubiony film?

J.C.: Nie zastanawiałem się nad tym (śmiech). Jak Boga kocham, nie wiem, co odpowiedzieć.

d-w.pl: W takim razie, co poleciłby pan widzom?

J.C.: Mogę polecić na przykład film „Boże skrawki” Jurka Bogajewicza albo „Strajk” Schlöndorffa.

d-w.pl: Praca w filmie kojarzona jest z dobrymi zarobkami. Czy profesja kierownika produkcji to zajęcie intratne?

J.C.: Zarobki w branży filmowej są zawsze kwestią umowną, ale przykładowo za realizację jednego serialu, cały rok przeżyję.

Rozmawiała Justyna Mikusińska

 

*Janusz Bolesław Czech urodził się w 1946 roku Cieplicach Śląskich. Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Wyższe Zawodowe Studium Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej w szkole filmowej Łodzi. Od końca lat 70. pracuje jako kierownik produkcji filmów, seriali fabularnych oraz reklam. W swoim dorobku ma m.in. seriale „Dom”, „1920. Wojna i miłość” oraz „Przystań”; komedie „Pułkownik Kwiatkowski” i „C.K. Dezerterzy”; film biograficzny „Modrzejewska” i film wojenny „Akcja pod Arsenałem”. Pracował również na planie zagranicznych filmów, m.in. „Cudzoziemca” ze Stevenem Seagalem, „Pianisty” Romana Polańskiego, „Opowieści z Narnii” oraz „Jana Pawła II” z Johnem Voightem. Współpracował z wieloma reżyserami światowego formatu, m.in. z Romanem Polańskim, Oliverem Stonem, Stevenem Spielbergiem i Andrzejem Wajdą. Obecnie przygotowuje serial dla Telewizji Polskiej – „Komisarz Aleks”.