Logo Biblioteki Publicznej

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

Biblioteka Główna, ul. Legionów 66

„Kozłówka dla zakochanych” - spotkanie z Krzysztofem Kornackim

30 września 2009

Kiedy padło hasło tegorocznych obchodów Europejskich Dni Dziedzictwa Kulturowego, „Zabytkom na odsiecz”, decyzja o zaproszeniu we wrześniu 2009 roku do Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu Krzysztofa Kornackiego została podjęta w trybie ekspresowym. Przemawiały za tym dwa elementy: po pierwsze, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, któremu dyrektoruje od 30 lat Krzysztof Kornacki, jest jedną z najwspanialej odrestaurowanych i utrzymywanych z wielką pieczołowitością rezydencji w Polsce, nagrodzoną Medalem Europa Nostra w 1997 i Certyfikatem ISO 9001:2000, wyróżnioną nominacją do nagrody Europejskie Muzeum Roku w 1999, posiadającą status Pomnika Historii. Po drugie, jej szef jest rodowitym kaliszaninem i wychowankiem I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu oraz Studium Nauczycielskiego, w przeszłości był kustoszem Muzeum Zamku w Gołuchowie.

Krzysztof Kornacki

Debiutującemu (oczywiście na ziemi kaliskiej) w roli przewodnika po zespole pałacowo-parkowym Kornackiemu, udało się w ciągu dwóch godzin rozkochać w dalekiej Kozłówce licznie zebranych gości. Dzięki gawędzie i zdjęciom słuchacze odbyli wirtualny spacer po pomieszczeniach pałacowych: od reprezentacyjnej klatki schodowej pełnej portretów skoligaconych z Zamoyskimi członków wielkich rodów europejskich, a wśród nich Marii Leszczyńskiej i Ludwika XV oraz Marii żony Jana „Sobiepana” Zamoyskiego – późniejszej Marysieńki Sobieskiej, poprzez gabinet Konstantego Zamoyskiego z jednym z najwspanialszych pejzaży pędzla Panniniego z połowy XVIII wieku, sypialnię Jana Zamoyskiego – twórcy świetności Kozłówki, sypialnię hrabiny Anieli z Potockich, salę balową służącą bardziej nauce historii niż przyjemnościom, pokój egzotyczny w stylu wschodnim, bibliotekę, jadalnię, aż do łazienki z nieznanym wówczas w Polsce bidetem.

Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki

Jako dyplomowany zabytkoznawca i konserwator (taki tytuł uzyskał Kornacki na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu w 1975) zaznajomił słuchaczy z najciekawszymi eksponatami, m.in.: XIX-wiecznymi lampami naftowymi z chińskimi koronkowymi abażurami – unikatami w skali europejskiej, pianolą, kompletem zabawek po Zygmuncie Krasińskim, miśnieńskimi piecami, paryskimi kominkami czy też przedmiotami codziennego użytku z tajemniczo brzmiącym „niemym kelnerem”. W niezwykle barwny sposób dyrektor opowiadał o odzyskaniu bądź nabyciu kilku egzemplarzy muzealnych, takich jak zegar z amorkiem przypadkowo odnaleziony w Muzeum Historycznym miasta stołecznego Warszawy, parawan podkupiony Muzeum Kraszewskiego w Romanowie (wyłącznie dzięki dowodowi uwiecznionemu na portrecie Zofii z Czartoryskich) czy porcelanie ukrytej w stropie wieży. Całość okraszona została licznymi anegdotami, począwszy od opowieści o Zamoyskich: o udawanym talencie pianistycznym Konstantego, skąpych kolacjach puszystej Anieli bądź obsesji fotografowania łóżka przez ostatniego z rodu Adama, aż po dykteryjki z obecnymi politykami w roli głównej.

Krzysztof Kornacki

Jak sama nazwa wskazuje, Kozłówka to zespół pałacowo-parkowy. Właśnie temu przepięknemu terenowi w różnych porach roku poświęcony był pokaz slajdów. Ogród, amorki, rosarium, fontanna z figurkami na wzór wersalski, liczne aleje – to idealny krajobraz do romantycznych zdjęć. Możliwość wzięcia ślubu w pałacowej kaplicy wydała się jednak uczestnikom spotkania sprawą kontrowersyjną. Podobne poruszenie na sali wywołały informacje o zbudowaniu placu zabaw dla dzieci i wyznaczeniu parkingu w części bażantarni. Pojawiły się pytania, jak dalece instytucje chroniące dziedzictwo kulturowe muszą się komercjalizować, szukać sponsorów i darczyńców. Dyrektor Kornacki nie krył, że dla Kozłówki dużym zastrzykiem finansowym są realizacje filmów, a wspomnieć tu należy choćby produkcję „Chopin – pragnienie miłości” czy wcześniejsze „Poszukiwany, poszukiwana” i „Człowiek z marmuru”. Wspomnienie tych właśnie ekranizacji stworzyło znakomitą możliwość poruszenia ostatniego zagadnienia, jakim było – tak niepasujące do wcześniejszego tematu – muzeum socrealizmu.

Znajdująca się w dawnej powozowni, jedyna w Europie galeria sztuki socrealizmu wzbudza ogromne zainteresowanie, zarówno historyków, koneserów sztuki, jak i turystów z całego świata. Warto dodać, że pomysłodawcą utworzenia stałej wystawy był właśnie Krzysztof Kornacki. Przygotowana pod nazwą „Oddech Stalina” kilkanaście lat temu ekspozycja miała służyć ku przestrodze. Nikt z twórców ani z władz nie przyjechał na jej otwarcie, ale jak to przewrotnie w życiu bywa, licząca dziś ponad dwa tysiące rzeźb, obrazów, rysunków i grafik z lat 1947-1953 wystawa przyciąga tłumy.

Rozentuzjazmowana publiczność jeszcze długo po spotkaniu otaczała wianuszkiem gościa wieczoru. Przestaje też dziwić astronomiczna liczba odwiedzających Kozłówkę, 250 tys. rocznie, skoro w skromnych progach biblioteki aż dwie sale (w drugiej zainstalowano telebim) wypełnione były po brzegi. Poza kurtuazyjną wymianą podarunków książkowych – a trzeba przyznać, że wydawnictwo muzealne ma się czym pochwalić – Krzysztof Kornacki otrzymał od biblioteki swój portret, wokół którego na passe-partout zebrani pozostawili pamiątkowe wpisy, ponadto Piekarnia Stanisława Paraczyńskiego obdarowała przyjezdnego bochnem chleba, z chrupkim motywem kwiatowym

Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki Krzysztof Kornacki  

Tekst: Karena Łuszczykiewicz
Fot.: Marcin Galant
Kliknij na zdjęcie aby powiększyć obraz...

 

Na romantyczny spacer po dawnej rezydencji dwóch znakomitych polskich rodów, Bielińskich i Zamoyskich w Kozłówce, a dziś jednym z najciekawszych polskich muzeów, zaprosił nas niedawno wieloletni dyrektor tej instytucji Krzysztof Kornacki.

Rodowity kaliszanin, absolwent sławnego Liceum Adama Asnyka, przyjechał do Kalisza na zaproszenie prezesa Stowarzyszenia Asnykowców, a zarazem dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kaliszu Adama Borowiaka. Przywiózł ze sobą zaledwie trochę fotografii i niedużych folderów ze swej ukochanej Kozłówki, ale opowiadał o niej tak ciepło i barwnie, że słuchacze zgromadzeni w czytelni bibliotecznej, czuli się tak, jakby spacerowali po pałacowych komnatach i ogrodach. Kornacki okazał się nie tylko świetnym historykiem lecz także znakomitym gawędziarzem, który potrafi odtworzyć dawne epoki i ożywić historyczne postaci, przywołać niepowtarzalne nastroje i klimaty, nadać sens każdemu nawet najdrobniejszemu eksponatowi, przy okazji ubarwiając swe opowieści smakowitymi anegdotami.

Kozłówka to dzieło jego życia. Po raz pierwszy przyjechał tu w 1979 roku, kilka lat po studiach, które ukończył jako zabytkoznawca i konserwator na wydziale sztuk pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pracował najpierw dość krótko w Muzeum Mazowieckim w Płocku, potem jeszcze krócej był kierownikiem Muzeum Zamku w Gołuchowie. Był wówczas pełen inicjatywy i energii, która chyba przerastała jego szefów. I zapewne dlatego przezornie „zesłano” go na daleką lubelszczyznę, gdzieś pod Lubartów, do kompletnie zapomnianej Kozłówki.

- Kiedy jechałem tam po raz pierwszy - opowiadał w Kaliszu - Kozłówki w ogóle nie było na mapach Polski. Nawet miejscowi, których pytaliśmy o drogę, nie bardzo wiedzieli, jak tam się dostać. A dziś nasze muzeum jest na wszystkich światowych mapach turystycznych!

Kozłówka to duży zespół pałacowo-parkowy z obszernymi oficynami, powozownią, stajnią i innymi budynkami administracyjnymi czy gospodarczymi, a także kaplicą, a nawet teatrem. Całość otoczona jest obszernym parkiem, którego centralną część zajmują francuskie ogrody. Rezydencja miała sporo szczęścia, że nie została zniszczona podczas działań wojennych, a nawet zachowała część dawnego wyposażenia wnętrz. Długie lata zaniedbań sprawiły jednak, że była w fatalnym stanie. Przez ponad 30 lat Kornacki więc remontował, konserwował, zabezpieczał, odtwarzał, odbudowywał i ratował wszystko, co się dało. Szukał zaginionych eksponatów, wzbogacał kolekcje o nowe przedmioty. Z tym samym pietyzmem dbał o park i ogrody. I tak po latach przywrócił Kozłówce dawną świetność, a nawet wzbogacił ją o nowe akcenty, jak np. idea stworzenia tu „miejsca dla zakochanych”, zainspirowana przez dość liczne motywy amorków. Dziś zakochani przyjeżdżają tu nie tylko całować się w zacisznych alejkach parkowych, ale także biorą tutaj śluby.

Realizacji planów ambitnego dyrektora sprzyjało niewątpliwie znaczne oddalenie od zwierzchników. Tutaj nie musiał nikogo pytać o zezwolenia. A jeśli nawet czasem pytał i spotykał się z odmową, to tylko sprawdzał, czy przysłano ją listem poleconym. Jeśli był to zwykły list, po prostu lądował w koszu, a dyrektor robił swoje. W taki sposób powstała w Kozłówce już w latach 90-tych galeria sztuki socrealistycznej, traktowana jako swoiste „curiosum”, a zarazem jako ostrzeżenie, dokąd może zawędrować sztuka poddana ideologicznej presji. Tak naprawdę Kornacki nigdy nie otrzymał zezwolenia na jej utworzenie, ale za to potem był wielokrotnie za nią chwalony.

Ale najpiękniejsze słowa pod adresem obecnego gospodarza Kozłówki wygłosił chyba Adam Zamoyski, najstarszy syn dawnych ordynatów kozłowieckich: - Tego miejsca nie mogło spotkać nic lepszego. Jestem zadowolony, że jest tu muzeum. Inne pałace i dwory poszły w ruinę, a ja widzę mój dom takim, jaki był przed wojną.

Jeśli więc w wędrówkach po Polsce traficie w okolice Lublina, koniecznie zajrzyjcie do Kozłówki. Gości z Kalisza zawsze oprowadza po muzeum osobiście dyrektor Kornacki. 

 

Bożena Szal-Truszkowska, Ziemia Kaliska, 16.10.2009