|
„Piosenka jest dobra na wszystko” Tytuł pierwszego „Spotkania z COOLturą", otwierającego nowy cykl imprez poświęconych popkulturze, zainicjowany przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Kaliszu, okazał się trochę mylący. Cytat ze sztandarowego szlagieru Kabaretu Starszych Panów „Piosenka jest dobra na wszystko..." sugerował spotkanie z piosenką literacką, kameralną, lekko sentymentalną. Tymczasem autorzy programu zdecydowali się przypomnieć niemal całe dzieje powojennej polskiej piosenki, ale nie tej ambitnej, poetyckiej czy intelektualnej lecz tej najpopularniejszej, łatwo wpadającej w ucho, która podbiła tłumy. I de facto stała się - wbrew oficjalnej propagandzie PRL - nową odmianą pieśni masowej, na swój sposób buntowniczej, choć był to raczej bunt bez określonego adresata. Oczywiście zamysł zaprezentowania blisko pół wieku polskiej piosenki w przeciągu półtorej godziny był wielce karkołomny, jednak z grubsza udało się go zrealizować. Usłyszeliśmy więc fragmenty pierwszych powojennych rzewnych szlagierów w stylu „Portofino"; potem całą serię przebojów rockowych, bluesowych, punkowych, metalowych, hip-hopowych... itp. Gospodarze spotkania nie ukrywali, że rodowody tych nurtów muzycznych wywodzą się z Zachodu, a nawet zza Oceanu; a polska piosenka z reguły była dość wtórna. Ale muzyczne prezentacje ilustrowali fragmentami dawnych kronik filmowych, znakomicie oddających niezwykle gorącą atmosferę tamtych koncertów, nawet wbrew ironicznym komentarzom ówczesnych żurnalistów. Przypomnieli też ówczesne prestiżowe festiwale piosenki - Zieloną Górę, Kołobrzeg, Sopot - gdzie także rodziły się wielkie przeboje i objawiały niekwestionowane talenty. Mocno zróżnicowane wiekowo audytorium mogło wiec poczuć się w pełni usatysfakcjonowane, bo chyba każdy odnalazł tego wieczora odrobinę swych dawnych lub niedawnych fascynacji, a tak że towarzyszących im wspomnień i prawdziwych emocji. Znakomitym przewodnikiem po dziejach polskiej piosenki epoce PRL-u okazał się Piotr Łuszczykiewicz, przy którym współprowadzący spotkanie Piotr Duster, redaktor Radia Centrum (a więc poniekąd fachowiec) niewiele już miał do powiedzenia. Łuszczykiewicz, którego znamy przede wszystkim jako naukowca UAM i krytyka literackiego, ze swoistym dystansem podchodzącego nawet do dzieł największych noblistów tym razem objawił się jako absolutny fan piosenki, bezgranicznie i bezkrytycznie zachwycony tym zjawiskiem. (Kto pamięta popularnego przed laty „Dziadka Włodka" i jego niezrównane „Lato z radiem", przyzna rację przysłowiu, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni"). Panie Piotrze, prosimy o ciąg dalszy... BS, Ziemia Kaliska, nr 49, 14 grudnia 2007 Aby powiększyć, kliknij na obraz Fot. Krzysztof Płociński |